Myślę co by było gdyby.. Czas przeszły, a jednak. Czy tak zawsze już będzie? Czy On zawsze już będzie tam gdzie nie powinien już dawno być? Czy to się kiedyś skończy? Wydaje mi się, że nie. To już na zawsze we mnie pozostanie. Zawsze będę o tym myśleć i pamiętać. Bo tak to już jest z TYM. Wiem, że z każdym dniem coraz bardziej się z tym godzę. I może się kiedyś z Tym już do końca pogodzę. Ale jeszcze nie teraz, bo świadomość, że jest blisko, a jednak daleko mnie przeraża. Zamykam myśli w innym świecie. Wyłączam je z rzeczywistości. Kiedyś z tym skończę. Jednak teraz jest to moim nałogiem. Jedynym w swoim rodzaju, tak mocnym, tak szczerym, tak silnym. Żaden następny nie przysłoni Jego blasku. Będą, i owszem, wierzę w to. Jednak sprawa Pierwszego jest niepodważalna. Cieszę się, że On jest szczęśliwy. Teraz TO jest dla mnie najważniejsze.
panie M.
Gdyby tak spojrzeć w przeszłość, nie jakąś odległą, tą co była niedawno, powiedziałabym, że byłam szczęśliwa. Szczęśliwa, że uwolniłam się z żalu i bólu, z miłości, która dawno już nie miała sensu. Nie miała sensu zewnętrznego, wewnątrz zawsze go miała, do teraz ma. Jednak miałam w swoim życiu taką jedną noc, gdzie z głupoty zapragnęłam poznać kogoś bliżej. I tak rozpoczęłam coś co z dnia na dzień przeradzało się.., sama nie wiem w co, nie chce nazywać tego piekłem, bo nie zawsze było źle. Były chwile, że było cudownie, że wierzyłam, że warto je będzie wspominać. Lecz dzisiaj tak się zastanawiam kogo bardziej nienawidzę.. siebie za to, że to rozpoczęłam czy tego kogoś kto odebrał mi nadzieję o którą tak zawzięcie walczyłam. Jestem osobą silną jak i wewnątrz tak i na zewnątrz. Jednak są momenty, gdy czuję się jakby ktoś mi odebrał trochę magii. Głęboko jestem delikatna i krucha. Jestem złamana w głębi, tam na dnie. Poznałam kogoś, kto dał mi wiarę, że na nowo uda się uwolnić duszę mą z uścisku, który mnie męczył od dłuższego czasu. Dzisiaj wiem, że się pomyliłam. Wiem, że wszystko za szybko chciałam, że źle zrobiłam kierując się sercem a nie rozumem. Teraz to wiem, jednak i tak jest już za późno. Mam dość udawania, że radzę sobie świetnie. Mam dość kłamstw, którymi zostałam obdarzona. Nie wiem dlaczego nie zasługuję chociaż na odrobinę szczerości. Znów popełniłam ten błąd, że wybaczałam, łatwo zapominałam i co najważniejsze sama sobie tłumaczyłam Jego zachowanie. Nadzieja, strasznie potrafi namieszać i zrobić z człowieka głupka. Przepełniona żalem, że dałam się wykorzystać, że dałam zrobić z siebie tą łatwą na jedną noc. Nie dopuszczam do myśli, że on może tak o mnie myśleć bo bym zwariowała. Jednak me uczucia nie są pozytywne. Totalne obdarcie z intymności. Zabrał mi coś co było dla mnie najcenniejsze. Mimo, iż sama chciałam, czuję się teraz jak naznaczona grzechem. Nie tak miało być, nie z Nim. Nie On mi miał odbierać godność, nie On miał być powodem łez. Mimo, iż nic nie obiecywał słownie, dużo wyrażał gestami. Do teraz nie rozumiem tych bezpodstawnych czynów, które zamąciły mi w głowie. Może i robił to bezwiednie, a może jednak specjalnie licząc na coś więcej. Dostał to. I jak każdy facet odszedł. Zmęczona jestem naiwnością tego uczucia i jego bezimiennością. Nie chcę być przyjacielem z przywilejami. Nie chcę Go jako przyjaciela z przywilejami. To jedynie przyjaźnienie się z kimś z kim się sypia, ale wciąż można się też umawiać z innymi ludźmi. I tu jest ta trudniejsza część. Sex jest łatwy. Lecz jeśli znajdzie się kogoś kogo się polubi bardziej, może nawet w jakimś stopniu pokocha zauroczeniem i kto jest dla Ciebie ważniejszy niż zwykły kolega.. wtedy właśnie rozpoczyna się piekło przepełnione bólem i tęsknotą. Randkowanie z wieloma osobami to spełnienie chłopięcych snów. Jednak ja nie chcę należeć do wielu. Może to nie pożegnanie, lecz chwilowe przejście w stan zapomnienia by się uporać z tym co boli..
On pozostanie w moich myślach.. On.., ...pozostaniesz, panie M.
Nie mów.
A ja jak idiotka wierzyłam w to jebane przeznaczenia. Z pokorą przyjmowałam każdą ranę, każdy ból. Wierzyłam. Byłam gotowa oddać Ci wszystko co dla mnie najcenniejsze. Byłam gotowa być matką Twoich dzieci. Byłam. Jednak już nie ma mnie dla Ciebie. Straciłeś skarb, nie doceniając go. Użalałeś się nad sobą, błagałeś o schron w mych ramionach. Byłeś taki słodki, niewinny, bezbronny. Odebrałeś mi radość i wiarę w ludzi. Okazałeś się najgorszą odmianą charakteru jaki może posiadać człowiek. Dotykałeś delikatnie, powtarzałeś puste słowa. Robiłeś nadzieje, a ja.. ja jak głupia byłam dla Ciebie. Nie mów, że nigdy nic Ci nie dałam. Nie mów, że nie czekałam. Nie mów już nic. Chodźmy stąd. Zostawmy to co było. Daj mi odejść. Nie kłam więcej, nie.. Nie boję się już. Pozostań Nieznajomym, tak będzie dla nas lepiej. Bo naiwnością uczucia zmęczona, opadam bezwiednie..
Przedmiot.
Naiwnością uczucia zmęczona. Nie chcę otwierać się już na mężczyzn. Chcę zacząć traktować ich jak zwykłe zabawki, zabawki do przyjemności. Mam dość bycia po drugiej stronie. Mam dość bycia obiektem pożądania do zaliczenia. Nie jestem pustą laską. Może i czasem się tak zachowuje, jednak mam swoje wartości i priorytety. Mam plany i marzenia. A co najważniejsze.. mam także uczucia. Większość z nich o tym nie myśli. Zabawi się a potem traktuje mnie przedmiotowo. Zraniona. Wewnętrznie zraniona. Dobitnie zmiażdżona dusza. Ból i smutek przeplatany nienawiścią i obrzydzeniem. Mam dość. Wysiadam. To ja wybieram tego, który będzie mnie tropił, to ja dyktuję zasady i reguły. To ja rządzę. Jednak przychodzi moment, jedno małe potknięcie, które rujnuje coś co kiedyś nazywało się sercem. Każdy spotkany w ciągu dwóch lat mężczyzna okazuje się szowinistycznym dupkiem z poczuciem nierozwiniętej seksualności, z kompleksami chcący sobie podwyższyć swoje ego. Chcący się odmłodzić, poczuć co to znaczy znowu żyć, wyssać soki młodości. Silna, lecz jakże krucha i delikatna. Padająca bezwładnie, krzycząca wewnętrznie, spragniona i nieupojona. Pragnę uśpić swą pamięć, pragnę dojść do wodopoju, by móc choć trochę się podnieść ponad wyuzdaną rzeczywistość. Ponad całe to zło, ponad tych wszystkich, którzy kiedyś byli.